20/11/2020

Chrześcijanie ewangelikalni wobec Starego Testamentu

Stary Testament był Biblią zarówno Jezusa, apostołów, jak i autorów Nowego Testamentu. Czytając Ewangelie, Listy i Objawienie Jana, można zaobserwować, że ich autorzy odnosili się do wielu fragmentów w Starym Testamencie, aby uzyskać poparcie dla swoich twierdzeń dotyczących Jezusa.

Korzystali przy tym szeroko z proroków Izajasza i Jeremiasza, tzw. Proroków Mniejszych oraz z Psalmów. Fragmenty z innych ksiąg ST nierzadko służyły im jako dodatkowe wyjaśnienie bądź ilustracja głównych twierdzeń[1]. Zakłada się, że sam Jezus wskazał swoim naśladowcom, z jakiej perspektywy mają postrzegać ST, aby tłumaczyć znaczenie jego misji oraz celów.

Jednak z końcem okresu apostolskiego nie zabrakło wśród chrześcijan głosów odmiennych, przeciwstawiających sobie naukę obu Testamentów. Jako propagatora takiego podejścia często wskazuje się Marcjona, członka wspólnoty chrześcijańskiej w Rzymie w II wieku, uznanego później za heretyka. Również wyodrębnienie się chrześcijaństwa jako osobnej grupy z kultury żydowskiej oraz jego coraz szersze zainteresowanie prądami myśli hellenistycznej (szczególnie dualizmem i gnostycyzmem) skutkowało nierzadko postrzeganiem ST jako niezależnej księgi, bez kontynuacji w NT. Podobnie w czasach nam bliższych nie zabrakło popularyzatorów takiego podejścia.

W dobie obecnej ewangelikalni chrześcijanie zadają sobie pytanie o ważność ST dla swej wiary i pobożności. Choć większość wydaje się zakładać przydatność tych pism, istnieją pewne rozbieżności co do znaczenia i zakresu przydatności, jakie im nadają[1].

Niektórzy teologowie przypominają, że niezrozumienie ST wpływa bezpośrednio na błędne odczytywanie NT we współczesnych kościołach, co oddziałuje na jakość wiary i eklezjalnych praktyk[2].

ZARYS PODEJŚĆ DO ST W HISTORII KOŚCIOŁA

Sidney Greidanus, emerytowany profesor homiletyki, w pomocny sposób scharakteryzował cztery odmienne perspektywy interpretacyjne ST w historii Kościoła[3]:

  • ST jest podrzędny względem wiary chrześcijańskiej;
  • ST jest niechrześcijański;3) ST jest przedchrześcijański; 4)  ST jest chrześcijański.

Warto je omówić, zważywszy na to, że będą miały znaczenie przy opisywaniu współczesnych podejść ewangelikalnych chrześcijan do ST.

ST jest podrzędny względem chrześcijańskiej wiary

Pogląd ten znalazł swojego propagatora w osobie Marcjona, który około roku 144 został ekskomunikowany ze wspólnoty chrześcijańskiej w Rzymie, po czym założył własny kościół. Głosił on, że Jahwe ST był bogiem mniejszym (demiurgiem), odpowiedzialnym za stworzenie materialnego świata. Jako plemienny bóg Żydów, ustanowił legalistyczne prawo odpłaty, które karało ludzi za grzechy, zsyłając na nich cierpienia i śmierć. W przeciwieństwie do niego prawdziwy Bóg – Ojciec Niebiański, którego zwiastował Jezus, był Bogiem współczucia i miłości. Choć Marcjon nie podważał prawdziwości ST, uważał go z pewnością za podrzędny, chociażby ze względu na to, że afi rmował on materialny świat. A dla tego heretyka Jezus, posiadający jedynie pozorne ciało ludzkie, był zbawicielem od materialnego świata – nie zaś Mesjaszem, którego zapowiadały żydowskie Pisma Święte. Siłą rzeczy ST nie miał zbyt wiele do zaoferowania chrześcijanom.

Podobny pogląd na ST występuje u Fryderyka Schleiermachera, teologa i fi lozofa żyjącego na przełomie XVIII i XIX wieku. Twierdził on, że sednem religii jest więź z nieskończonym, świadomość czy odczucie zależności od Boga. Uważał, że religia ST opierała się na zewnętrznych rytach, świętach, świątyni i hierarchii kapłańskiej.

Dla chrześcijanina jest więc niczym więcej, jak zwałami gruzu, pod którymi odnaleźć można prawdziwy skarb. Schleiermacher sądził, że w myśli judaistycznej jedną z głównych idei było wyobrażenie powszechnej, bezpośredniej zemsty, przez którą bóstwo karało skończonych ludzi za grzechy[4]. W chrześcijaństwie zaś przewodnim motywem jest Bóg, który pokonuje wszelkie przeszkody oraz opory ze strony skończonych istot, aby uzyskały jedność z całością. Widać w tym wyraźną antytezę, więc nauka ST staje się podrzędna wobec doktryny chrześcijańskiej, a tym samym jest dla niej nieistotna.

Innym teologiem wskazującym na początku XX wieku na podrzędną rolę ST był Adolf von Harnack. Dla niego prawdziwa religia polegała na wewnętrznym uczuciu i intencjach, a nie publicznym zaangażowaniu w nabożeństwo czy sprawy polityczne. Geniusz chrześcijaństwa według niego miał polegać na wyzwoleniu z form zewnętrznych. Uważał on, że gdy Kościół poddaje się formom zewnętrznym – znakom i formułom – wówczas upada. Z tego powodu ST poczynił wiele zamieszania w kontekście chrześcijańskiej wiary. Lepiej więc byłoby go usunąć z chrześcijańskiego kanonu. Von Harnack przyznał otwarcie, że Marcjon miał pod tym względem rację.

ST jest niechrześcijański

Według Greidanusa drugim, odrębnym podejściem do ST jest traktowanie go jako niechrześcijańskiego. Jako przykłady podaje wypowiedzi tych współczesnych autorów, którzy uważają, że ST nie powinno się czytać ani przez pryzmat Chrystusa, ani jako księgi zmierzającej w stronę chrześcijańskiej wiary (np. R.N. Whybray). Zwolennicy tego podejścia uważają, że ST powinien raczej mówić sam za siebie, bez nadawania mu chrześcijańskiej (pseudo)interpretacji (A.H.J. Gunneweg), gdyż jest on zamkniętym dziełem samym w sobie (L.L. Th ompson)[5].

W tym podejściu wyraźnie dominuje założenie, że ST jest zbiorem pism żydowskich, a zatem powinno się go interpretować jedynie w historycznym kontekście starożytnego Izraela. Na przykład proroctwu z Izajasza 7,14 nie należy nadawać żadnego chrystologicznego znaczenia, jak to uczynił np. Ewangelista Mateusz.

ST jest przedchrześcijański

Opisując trzecie podejście do ST, Greidanus wymienia takich współczesnych autorów, jak John Bright i Elizabeth Achtemeier[6]. Bright w swojej książce pt. Th e Authority of the Old Testament (Autorytet Starego Testamentu) twierdził, że ST przejawia inną perspektywę niż NT – perspektywę sprzed przyjścia Chrystusa, którą wszyscy chrześcijanie poniekąd podzielają w swym życiu. Dzieje się tak dlatego, że nie są jeszcze doskonale poddani jego mesjańskiemu królestwu. ST objawia zatem niejako ludzką sytuację sprzed przyjścia Chrystusa. Ma on więc pewne zastosowanie dla chrześcijan i można go nawet używać jako tekstu wyjściowego w homiliach, lecz nie można nakładać nań obcych mu, chrześcijańskich znaczeń.

Elizabeth Achtemeier napisała książkę pt. Preaching from the Old Testament (Wygłaszanie kazań na podstawie Starego Testamentu). Stwierdza w niej, że ST był słowem Bożym skierowanym do Izraela, a nie objawieniem skierowanym do chrześcijan, tak jak NT. Na szczęście oba te objawienia łączy w sobie osoba Chrystusa, co powoduje, że chrześcijanie wyrastają z pnia, którym był Izrael. Jednak Achtemeier uważa, iż bez odniesienia do NT kazanie oparte na samym tekście ST nigdy nie będzie Słowem Bożym dla Kościoła. Jeżeli takim ma się stać, musi zostać wskazany nowotestamentowy wniosek bądź rezultat nawiązujący do tego tekstu. A zatem w chrześcijańskiej homilii należy łączyć lekcje ST z NT, zważając na historyczno-kulturowy kontekst każdej z nich.

ST jest chrześcijański

Pogląd ten – podobnie jak poprzedni – uznaje, że ST jest przedchrześcijański. Zgadza się również, że pomiędzy Testamentami nastąpił rozwój. Jednak twierdzi, że co do zasady oba stanowią jedność, tak jak fundamenty domu również należą do całości jego konstrukcji[7]. W podejściu tym przyjmuje się, że oba Testamenty opisują jedną historię zbawienia. Na poparcie przytacza się świadectwa NT dotyczące przydatności ST dla chrześcijańskiej wiary. Na przykład 2 List do Tymoteusza 3,16-17, który stwierdza: Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był doskonały, do wszelkiego dobrego dzieła przygotowany (BW). Pierwotny Kościół przyjął ST za swoje Pismo Święte. Autorzy NT starali się wykazywać zależności i ciągłość między przejawami Bożego działania w Izraelu i wśród uczniów Chrystusa[7]. Czasem też zwracali uwagę na wypełnienie starotestamentowych praw i ustaw oraz na brak ich kontynuacji w życiu Kościoła (np. Hbr 10,1-18).

ZARYS PODEJŚĆ DO ST WŚRÓD WSPÓŁCZESNYCH CHRZEŚCIJAN EWANGELIKALNYCH

Aby dokonać w miarę obiektywnej oceny tego, jak współcześni chrześcijanie ewangelikalni podchodzą do ST, należałoby przeprowadzić szeroko zakrojone badania na próbie statystycznej. O ile mi wiadomo, w Polsce nikt dotąd nie podjął się takiej analizy. Nie wiadomo też, czy gdziekolwiek na świecie przeprowadzono podobne badania. W 2009 roku David Brisben z John Brown University w USA opisał wyniki zaledwie wąskiego badania ankietowego[8]. Można je tutaj pokrótce omówić ze względu na ich ciekawe rezultaty.

Powodem tego badania było pytanie wyjściowe: na ile ST jest istotny dla chrześcijańskiej wiary i życia? Ułożono kwestionariusz oparty na czterech kategoriach podejść do ST, wymienionych przez Greidanusa. Dwie pierwsze połączono w jedną – ST jest niezależny. Drugą nazwano: ST jest przygotowaniem, a trzecią: ST stanowi jedność z NT. W pierwszej kolejności zadano pytania dwunastu ewangelikalnym profesorom, uczącym przedmiotów dotyczących wstępu do ST lub przeglądu ST, z akademickim stażem średnio jedenastoletnim. Byli oni reprezentantami pięciu różnych denominacji kościołów protestanckich i ewangelikalnych.

Na drugim etapie ankietowano dwudziestu trzech studentów z różnych ewangelikalnych uczelni, uczęszczających na zajęcia ze ST. Na trzecim – ostatnim – wręczono kwestionariusz stu trzydziestu ośmiu studentom licencjatu na dwóch chrześcijańskich uniwersytetach, z których 93% określiło się mianem ewangelikalnych chrześcijan.

Z dwunastu profesorów dziewięciu stwierdziło, że uczy swoich studentów czytać ST jako scaloną z NT historię. Dwóch zaznaczyło, że uczy ST jako niezależnej historii, a zatem traktuje go jako książkę, która nie ma większego znaczenia dla wiary i życia Kościoła. Jeden z profesorów opowiedział się za kombinacją wszystkich trzech podejść, bowiem każde z nich jest pomocne w pewnych okolicznościach. Co ciekawe, większość profesorów sądziła, że ich studenci w znacznej mierze czytają ST jako księgę przygotowującą do chrześcijańskiej wiary bądź niezależną od niej[9].

Przeprowadzone wśród studentów badanie ankietowe wyjawiło, że z grupy dwudziestu trzech osób przeważająca liczba trzynastu (57%) reprezentowała trzeci pogląd. Wierzyli oni, że nauczanie ST o Bogu jako Stwórcy, o upadku ludzkości oraz o Bożych sądach i dyscyplinie ma duże znaczenie dla chrześcijańskiego życia i wiary.

Są to tematy zintegrowane z nauczaniem NT. Dziewięciu studentów (39%) odpowiedziało, że postrzega ST jako opowiadanie przygotowujące, jako wstęp do opowiadania chrześcijańskiego. Wskazywali w tym kontekście zazwyczaj na historię Paschy, składanie całopaleń oraz na Izajaszowy temat cierpiącego Sługi. Tylko jeden student (4%) potraktował ST jako niezależną księgę. Głównym powodem jej odrzucenia jako mającej znaczenie dla chrześcijańskiego życia i wiary były: surowość Bożych sądów, przemoc wobec narodów, a także skomplikowana natura ustaw kapłańskich. Wyniki ankiety przeprowadzonej w ostatniej grupie nie odbiegały znacznie od wyników grupy poprzedniej. Spośród stu trzydziestu ośmiu studentów 47% odpowiedziało, że ST to księga przygotowań, 40% – że to księga zintegrowana z NT, a tylko 12%, że ST to księga niezależna[10].

Jak zauważył David Brisben, wybrana do tych badań grupa nie była zbyt reprezentatywna dla ogółu ewangelikalnych chrześcijan w Stanach Zjednoczonych. Niemniej w wyniku przeprowadzonej ankiety okazało się, że ogólnie ST zdaniem zapytanych studentów jest przydatny dla chrześcijańskiej wiary i życia, nawet gdy nie potrafi li wskazać dokładnie, w jaki sposób. Większość potraktowała go jako opowiadanie przygotowujące na treści nowotestamentowe bądź zintegrowane z NT, choć niektórym z nich granice między tymi dwoma opcjami wydawały się płynne. Można zauważyć, że to badanie dodatkowo potwierdziło, iż biblizm z czworoboku Bebbingtona, opisany przez dr Noemi Modnicką w artykule Specyfi ka polskiego ewangelikalizmu, pozostaje ważną cechą ewangelikalnie wierzących chrześcijan.

W JAKI SPOSÓB ST JEST PRZYDATNY W CHRZEŚCIJAŃSKIM ŻYCIU I WIERZE?

Z powyższego przeglądu można by wywnioskować, że marcjonizm ma tendencje, aby czasem odradzać się w środowiskach chrześcijańskich. Jednak Kościół zawsze włączał ST w zbiór swoich pism natchnionych[10]. Z tradycyjnej chrześcijańskiej perspektywy księga ta nagle się urywa i potrzebuje jakiegoś zakończenia. Już św. Augustyn wyraził przekonanie, że „Nowy Testament był w Starym ukryty, a Stary w Nowym znalazł wyjaśnienie”[11]. Tradycyjnie zakłada się więc, że osoba Jezusa Chrystusa oraz dzieje początków Kościoła opisane w NT stanowią odpowiednie przedłużenie i konkluzję opowieści starotestamentowej.

W dobie współczesnej teologowie ewangelikalni podkreślają wagę utrzymywania ST jako części chrześcijańskiego formatywnego opowiadania. Wskazują przy tym, że chrześcijańska wiara pozbawiona oparcia w ST, który afi rmuje materialny świat jako Boże dobre stworzenie, przejawia tendencje, by stawać się prywatną duchową religią, która nie ma zbyt wiele wspólnego ze sprawami tego świata[12]. Konkludują również, że bez zakorzenienia w ST chrześcijaństwo może łatwo popaść w różne formy gnostycyzmu, mistycyzmu lub romantycznych spekulacji[13].

A zatem, zgodnie z powyższymi wnioskami, dla ewangelikalnych chrześcijan najważniejsze nadal będzie podejście, które utrzymuje, że ST jest albo przygotowaniem na NT, albo księgą scaloną z NT. Warto więc zastanowić się nad mocnymi stronami każdego z tych dwu podejść.

ST jako przygotowanie na NT

Studia nad relacją między dwoma Testamentami chrześcijańskiej Biblii skupiają się w dużej mierze na kwestii kontynuacji oraz jej braku. Komentatorzy starają się odpowiedzieć w tym kontekście na pytanie o jedność i różnorodność materiału biblijnego. Kiedy ST postrzegany jest jako przygotowanie na Nowy, można łatwiej wskazać odmienność treści NT. Można też wyraźniej zaznaczyć zmianę pewnych praw i zasad w miarę rozwoju historii zbawienia. Ważne w tym podejściu jest przejście od Bożych planów względem Izraela do Bożych planów względem całego świata. Chrześcijaństwo więc postrzegane jest często jako kontynuacja i wypełnienie starotestamentowego Izraela albo jako wytwór skierowania Bożych planów na pogan do czasu, aż Izrael się upamięta.

W podejściu tym szczególną rolę odgrywa polaryzacja prawo–łaska, charakterystyczna szczególnie dla teologii luterańskiej, a w swej bardziej radykalnej formie – wśród zwolenników dyspensacjonalizmu[14]. W uproszczeniu, ST zestawiony jest z erą prawa, które oskarżało i potępiało ludzi, a także stawiało żądania czynienia dobra. Przyjście Chrystusa zaś zapoczątkowało nastanie okresu łaski Bożej, która wyzwala spod przekleństwa prawa i pokazuje, skąd czerpać siłę do jego wypełniania. W nauce Lutra najlepszą częścią ST są obietnice Boże dotyczące zapowiedzi przyjścia Chrystusa, a dodatkowym jego atutem są liczne przykłady wiary, miłości i cierpienia w życiu starotestamentowych postaci[15]. Jednak ST nie jest tak samo istotny dla chrześcijańskiego życia i wiary co NT, nawet biorąc pod uwagę Dziesięć Przykazań[16]. W nauce dyspensacjonalistów okresy prawa i łaski są mocno rozdzielone, a era Kościoła niekoniecznie stanowi wypełnienie Bożego planu względem jego starotestamentowego ludu. I choć ST nadal jest księgą, która tworzy podstawę nowotestamentowego nauczania, jako Słowo Boże należy bardziej do Izraela niż do Kościoła. Prawa ST są skierowane głównie do narodu żydowskiego, który wyszedł z niewoli. A zatem w tym podejściu nadrzędną rolę dla chrześcijańskiego życia i wiary (czyli także dla życia i wiary Kościoła) odgrywa NT. ST jest co najwyżej przydatnym drogowskazem, wskazującym rzeczy o wiele ważniejsze.

W bardziej pozytywnym sensie – w podejściu tym można odnotować położenie szczególnego nacisku na fakt, że historia biblijna ewoluuje i zmierza do jakiegoś punktu kulminacyjnego. Możliwe, że w ten sposób unika się zagrożenia czytania Biblii jako ahistorycznej typologii[17]. Otwiera się raczej furtkę na schemat przepowiedni/proroctwa i wypełnienia, choć może nie zawsze takiego, na jaki oczekiwano w czasach ST.

ST jako księga scalona z NT

Pogląd ten uwypukla w szczególny sposób jedność treści biblijnej w kanonie przyjętym przez chrześcijaństwo. Nowy Testament wypływa ze Starego i stanowi jego konkluzję, niczym ostatni rozdział księgi. W tym podejściu ważne jest założenie, iż oba Testamenty są częścią jednego opowiadania, koncentrującego się na obietnicy i jej wypełnieniu, na organicznej jedności Bożego działania względem ludzi na podstawie przymierza, na jednym planie Bożym względem ludzkości oraz na jednym standardzie Bożej sprawiedliwości. Zwolennicy tego poglądu utrzymują wszystkie bądź niektóre ze składowych wymienionego założenia. W swej praktyce interpretacyjnej przyjmują, że zarówno Nowy, jak i Stary Testament są tak samo istotne dla chrześcijańskiej wiary i życia, a także dla istoty i praktyki Kościoła. W rezultacie, wyrażając zasady chrześcijańskiego bądź eklezjalnego życia, nie ograniczają się do NT, lecz starają się badać związki nauk nowotestamentowych z naukami ST. Odbywa się to w sferze prawnej, profetycznej oraz analogicznej[18]. W sferze prawnej pytają o ciągłość Bożych praw (bądź jej brak) w Starym i Nowym Testamencie. W sferze profetycznej dopytują się o to, co zostało wypełnione wraz z adwentem Jezusa Chrystusa, a co czeka wciąż na wypełnienie w przyszłości. Sfera analogiczna odpowiada studiom typologicznym, czyli wyszukiwaniu podobieństw między postaciami, wydarzeniami, instytucjami oraz miejscami w różnych częściach biblijnego opowiadania. Typologia uprawiana jest współcześnie również pod innymi nazwami jako studia intertekstualne albo „interpretacja międzybiblijna”.

Jeśli chodzi o stosunek NT do starotestamentowego prawa, często wskazuje się na Mt 5,17, który mówi nie o zniesieniu tego zakonu, lecz o objawieniu jego pełnego znaczenia oraz wypełnieniu go doskonale przez Chrystusa. Podkreśla się ciągłość nauk Jezusa z nauką prawa. Jezus zapytany o swój stosunek do Prawa Mojżeszowego, często odpowiadał w zgodzie z jego nauką i ważnością, np.: o największym przykazaniu (Mk 12,28-31, por. Pwt 6,4-5 i Kpł 19,18), o czci dla rodziców (Mk 7,10-13, por. Wj 20,12), o postawie godnej „żywota wiecznego” (Mk 10,17-19, por. Wj 20,12-16), o tym, że każda sprawa powinna się opierać na zeznaniu dwu bądź trzech świadków (Mt 18,16, por. Pwt 19,15)[19]. W innych miejscach jego wypowiedzi wskazują na bardziej radykalne od starotestamentowego prawa podejście do kwestii rozwodów (Mk 10, 2-12, por. Pwt 24,1). Wobec tego konkluduje się, że ST jest nadal „pożyteczny do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości” (2 Tm 3,16, BW). Zwolennicy tzw. teologii przymierza argumentują dodatkowo, że w całej historii biblijnej główne zasady Bożej więzi z ludźmi w przymierzu pozostają takie same, choć sposób wyrażania tej więzi zmienia się. Izrael został powołany do wypełniania mandatu kulturowego ogłoszonego w Rdz 1,28, który dotyczy ujarzmiania ziemi, czyli „uprawiania” wszystkich sfer rzeczywistości na chwałę Bożą. Ponieważ Izrael nie sprostał temu zadaniu, jego rolę przejął Chrystus, a obecnie kontynuuje ją Kościół.

W sferze proroctw wskazuje się, że Jezus postrzegał swoją służbę jako wypełnienie Izajaszowej zapowiedzi nastania roku jubileuszowego (Łk 4,18-19, por. Iz 61,1-2), a negatywną odpowiedź jemu współczesnych jako spełnienie słów z posłannictwa Izajasza (Mk 4,12, por. Iz 6,9-10). Swoje aresztowanie i ukrzyżowanie, a w tym kontekście rozproszenie uczniów tłumaczył jako spełnienie zapowiedzi z proroctwa Zachariasza (Mk 14,27, por. Za 13,7). Natomiast przyszłe sądy nad miastami Izraela oraz nad jego stolicą – jako echa sądów nad innymi znanymi miastami z czasów ST (Mt 11,20-24, por. Iz 14,13.15; Mt 23,38, por. Jr 22,5)[20]. Tych zaledwie kilka przykładów uświadamia, że nie sposób zrozumieć wypowiedzi i misji Jezusa bez znajomości proroctw ST. On sam, a po nim jego uczniowie odnosili się do nich, by wyjaśnić i opisać swoje powołanie i praktykę.

Sfera analogiczna pozwala odczytywać nowotestamentowe postaci, wydarzenia, instytucje i miejsca na podstawie wcześniejszych starotestamentowych typów-wzorców. Jezus sam zestawił swoją służbę ze służbą proroków Eliasza i Elizeusza (Łk 4,2427, por. 1 Krl 17,1-16; 2 Krl 5,1-14), Izrael swoich czasów przyrównał do winnicyJudy (Mk 12,1, por. Iz 5,1-2), a swoją śmierć do trzydniowego uwięzienia proroka Jonasza w brzuchu ryby (Mt 12,40, por. Jon 2,1)[21]. Później jego następcy porównywali swego mistrza do starotestamentowego Adama (np. Rz 5,12-19), baranka paschalnego (1 Kor 5,7), kapłana Melchizedeka (Hbr 7,1-24) oraz kamienia węgielnego nowej świątyni Bożej (1 P 2,4-8). Typologiczne odczytanie ST sprawia, że zamierzchłe teksty na powrót ożywają i mogą znajdować nowe zastosowania w analogicznych kontekstach. W ten sposób Słowo Boże dla Izraela stało się aktualne w życiu Jezusa i jego uczniów, a po nich i Kościoła.

Co dalej?

Anglosascy ewangelikalni teologowie zwracają uwagę, że choć współcześnie w kościołach ewangelikalnych przyjmuje się w teorii jedność Biblii, w praktyce porzuca się ST głównie ze względu na jego niezrozumienie[22]. Rzadko słyszy się kazania wyjaśniające ST bądź jego związek z NT. Rzadko podejmuje się próby wytłumaczenia jego trudnych części, takich jak system ofi arniczy i ustawy kapłańskie. W argumentacji teologicznej nieczęsto stosuje się zasady wynikające z ustaw ST. Prawo Mojżeszowe incydentalnie stanowi wskazówki do „wychowywania w sprawiedliwości”. Czy wobec tego kościołom ewangelikalnym grozi nadmierne uduchowienie wiary, swoiste oderwanie od materialnych spraw tego świata, wycofanie się ze sfery życia społecznego? Wydaje się, że w skrajnych przypadkach takie niebezpieczeństwo istnieje. Zdarza się współcześnie, że ewangelikalni chrześcijanie przejawiają tendencje, by traktować swoją wiarę jako coś prywatnego, jako osobiste mistyczne spotkanie z Bogiem, które nie do końca wiadomo, jaki ma wpływ na codzienne życie i wiarę w materialnym świecie, nie mówiąc już o angażowaniu nauk Biblii w sferach życia publicznego, ekonomicznego czy politycznego. Dlatego uważam, że odnowienie zainteresowania studiami nad ST, a szczególnie nad tym, w jaki sposób NT osadza się na ST, stanowić może przeciwwagę obecnych tendencji. Zrozumienie ST może pomóc rozwinąć właściwsze podejście do świata, w którym Bóg umieścił swój lud. Jako korona Bożego stworzenia, człowiek został powołany do odpowiedniego zarządzania całym stworzeniem – będąc mniejszym panem, podległym większemu Panu-Stwórcy. Został wezwany, by zgodnie z Bożymi zasadami pielęgnować i przemieniać wszystkie dziedziny rzeczywistości z chwały w chwałę. Nauka ta stanowi jeden z głównych wątków przewijających się przez kanon chrześcijańskiej Biblii. Oba jej Testamenty pomagają nabyć właściwych narzędzi do realizacji tego zadania.

Autor: Sebastian Smolarz
Artykuł pochodzi z ksiązki “Ewangelikalizm polski wobec wyzwań współczesności

Przypisy

[1] Zob. np. C.H. Dodd, According to the Scriptures. Th e Substructre of New Testament Th eology. Londyn 1953, s. 126-127.  Zob. D. Brisben, Telling the Old, Old Story: How the Contemporary Church Practices Reading the Old Testament for Faith and Life. „Common Ground Journal” t. 7, 2009, nr 1, s. 97-112.
[2] Np. P.J. Leithart, A House for My Name. A Survey of the Old Testament. Moscow (Idaho, USA) 2000, s. 17-42.
[3] S. Greidanus, Preaching Christ from the Old Testament. A Contemporary Hermeneutical Method. Grand Rapids 1999, s. 39-46.
[4] F.D.E. Schleiermacher, Mowy o religii do wykształconych spośród tych, którzy nią gardzą. Kraków 1995, s. 200.
[5]               Zob. S. Greidanus, Preaching Christ…, s. 39-40.
[6]               Ibidem, s. 41-43.
[7]               Ibidem, s. 44-45.
Choć głosy na ten temat wśród biblistów nadal bywają podzielone, pojawiają się ważne dzieła wskazujące na łączność pierwotnej myśli chrześcijańskiej ze ST. Zob. np. N.T. Wright, New Testament and the People of God. Londyn 1996.
[8] Zob. D. Brisben, Telling the Old, Old Story…, s. 105-111.
[9] Ibidem, s. 107.
[10] Ibidem, s. 109.
Zob. A Th eological Introduction to the Old Testament. Red. B.C. Birch. Nashville 1999, s. 25.
[11] Quaestiones in heptateuchum, II.73.
[12] Por. P. Leithart, A House for My Name…, s. 26.
[13] B.S. Childs, Old Testament Th eology in a Canonical Context. Philadelphia 1989, s. 17.
[14] Zob. np. G. Goldsworthy, Relationship of Old and New Testament. W: New Dictionary of Biblical Th eology. Red. T.D. Alexander, B.S. Rosner, D.A. Carson, G. Goldsworthy. Leicester 2000, s. 88.
[15] Podobną opinię wyraził M. Luter w Weimarer Ausgabe, 24.10 i 24.15. Co prawda w swojej drugiej serii dotyczącej Psalmów przyznał, że ST zawiera zarówno prawo, jak i łaskę, jednak wcześniejsze ogólne rozróżnienie pozostało w mocy. Zob. S. Greidanus, Preaching Christ…, s. 117.
[16] Por. M. Luter, Weimarer Ausgabe, 16.363-393. Zob. S. Greidanus, Preaching Christ…, s. 125.
[17] O podobnym zagrożeniu wspomina N.T. Wright, Th e Climax of the Covenant. Edynburg 1991, s. 264. Jednak on sam uważa, że NT jest końcowym rozdziałem starotestamentowej księgi przymierza. Ibidem, s. 265.
[18] Por. C.A. Evans, New Testament Use of the Old Testament. W: New Dictionary of Biblical Th eology…, s. 72-80.
[19] Por. ibidem, s. 74.
[20] Ibidem, s. 75.
[21] Por. ibidem, s. 76.
[22] Zob. np. G. Goldsworthy, Relationship of Old and New Testament…, s. 85.

Artykuł pochodzi z ksiązki “Ewangelikalizm polski wobec wyzwań współczesności

Więcej wydarzeń

Przeczytaj

Aborcja i eutanazja w refleksji ewangelikalnej

Kiedy zaczyna się życie ludzkie? Czy może nadejść moment, gdy już nie warto żyć? Czy życie jest wartością samą w sobie, czy raczej środkiem do innych celów? Kto ma prawo o tym zadecydować?

Chrześcijanie ewangelikalni wobec Starego Testamentu

Stary Testament był Biblią zarówno Jezusa, apostołów, jak i autorów Nowego Testamentu. Czytając Ewangelie, Listy i Objawienie Jana, można zaobserwować, że ich autorzy odnosili się do wielu fragmentów w Starym Testamencie, aby uzyskać poparcie dla swoich twierdzeń dotyczących Jezusa.

Reformacyjne korzenie ewangelikalizmu

Ewangelikalizm jest pojęciem problematycznym we współczesnym, zachodnim świecie, szczególnie w kontekście polskim.

czytaj więcej