02/02/2018

Nikos Obrazoburca: „Jestem tylko narzędziem…”

Bezpośredni w swoich tekstach i wstydliwy w komunikowaniu. Mikołaj Papatolios, znany także jako raper Nikos Obrazoburca, wydał swoją debiutancką płytę pod tytułem „Wypadkowa Paradoksów Bezczasu”. Nikos zakochał się w muzyce rap, mając lat 9. Późniejsze lata jego życia przyniosły mnogość inspiracji, w sposób zadziwiająco harmonijny łączonych przez niego w twórczości, którą ciężko dziś właściwie zaszufladkować.

Teraz absolwent Ewangelikalnej Wyższej Szkoły Teologicznej, kiedyś po siedmiu latach spędzonych w Anglii zdecydował wrócić do ojczystej Polski. Życiowe perypetie znalazły odzwierciedlenie w tekstach utworów rapera.

Wywiad prowadzi Alia Iacovuc

— O czym jest Twoja pierwsza płyta?

Debiutancka płyta „Wypadkowa Paradoksów Bezczasu”— Album jest wypadkową frustracji wynikającej z poczucia bezradności. Porusza takie tematy, jak brak akceptacji, relacje z bliskimi oraz bunt wobec systemu, jakkolwiek mógłby on być pojmowany. Na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że jest to płyta smutna i depresyjna, ale w swej ostatecznej formie wskazuje na światło i ma dawać nadzieję.

— Dla kogo płyta jest skierowana?

—  Płyta jest przede wszystkim skierowana do mnie. Jest ujściem emocji, które się gromadziły przez długi czas we mnie. Gdybym nie zaczął pisać, coś by we mnie po prostu wybuchło. Więc, żeby zapobiec totalnej frustracji w sobie zacząłem wylewać te emocje na papier. To był pierwszy etap powstawania albumu. Dzisiaj, kiedy widzę już efekt końcowy, myślę, że może ona pomoc osobom, które doświadczały podobnych rzeczy — problemów z wyborem drogi życiowej, z samoakceptacją, z brakiem wsparcia, z życiem na emigracji, gdzie trudno jest o szczere, prawdziwe relacje. Sama świadomość tego, że jest ktoś, kto przechodzi przez podobne rzeczy bywa zbawienna. A oprócz tego jest to kawał dobrej muzyki (śmieje się).

— Opowiedz o tych trudnych sytuacjach, przez które przechodziłeś, będąc daleko od ojczyzny?

  — No jest to pytanie z grubej rury (uśmiecha się). Myślę, że to były zmagania z niedocenieniem, z poczuciem tego, że to co kocham i to co jest dla mnie cenne w życiu nikogo nie obchodzi i nikt się tym nie interesuje. Myślę, że to wynikało z dużej samotności. Będąc w Anglii, oczywiście miałem znajomych, ale nigdy nie można było wejść z nimi na głębszy poziom porozumienia, co dla mnie jest akurat ważne. Jestem osobą, która lubi wchodzić w głębokie relacje i brak czegoś takiego, także z mojej strony, ponieważ sam miałem blokady wewnętrzne jeśli chodzi o kontakty z ludźmi, oraz  brak wykazywanych inicjatyw ze strony innych osób spowodowało samotność, którą leczyłem przez pisanie.

— Czy pamiętasz jak napisałeś swój pierwszy utwór? Czy wtedy myślałeś już o wydaniu płyty?

— W momencie, kiedy pisałem, w ogóle nie myślałem, że to może być płyta. Ale pamiętam ten dzień: wracałem z pracy, było strasznie deszczowo i ponuro. Przygniatała mnie myśl, że tak wiele jest rzeczy, na które nie mam absolutnie żadnego wpływu.  Od kiedy pamiętam, jestem osobą wierzącą, więc szukałem pocieszenia w Bogu. I pierwsze zdanie, które mi przyszło do głowy to: „Boże tak wiele pytań nie ma odpowiedzi…”. I od tego zaczął się pierwszy tekst pierwszego utworu pierwszej płyty. Każdy z kolejnych utworów był napisane pod wpływem jakiejś głębszej emocji, która się we mnie zrodziła.  Ale wtedy kompletnie nie myślałem, że to może stworzyć spójną całość, pisałem to z myślą, żeby po prostu pozbyć się tych emocji, a przemyślenia nad tekstami pomagały mi poukładać w głowie rożne zagadnienia. 

— Kiedy doszło do Ciebie, że twoje utwory mogą stworzyć album?

— Pierwszy utwór był napisany w 2012 roku, i po prostu leżał bardzo długi czas. W 2016 roku, kiedy już traciłem wiarę, że te utwory kiedyś wyjdą z szuflady i ujrzą światło dzienne, przeprowadziłem rozmowę, podczas której wizja płyty wręcz zmaterializowała się w mojej głowie. Wcześniej też wielokrotnie słyszałem słowa zachęty ze strony mojej babci i wujostwa, ale nigdy nie były one tak osadzone w rzeczywistości, jak podczas tej rozmowy. Z Piotrkiem Nowakowskim, również studentem EWST, regularnie rozmawialiśmy podczas zjazdów na uczelni. W końcu za jego namowami postanowiłem, że to jest ten czas, ten rok, kiedy płyta powstanie, więc jak tylko pozdaję wszystkie egzaminy, poświęcam dwa miesiące, żeby dokończyć ten materiał: dopisać niedokończone teksty, dobrać do nich podkłady muzyczne, zaaranżować je, zmiksować i wysłać do masteringu. Także na początku 2016 roku zdecydowałem, że biorę cały materiał i produkuje z niego płytę.

— Pierwszy krok za Tobą — zdecydowałeś się.  Co dalej?

— Zacząłem zbierać swoje zapiski, położyłem wielką stertę zeszytów w jednym miejscu i zacząłem codziennie je czytać i wybierać z nich najważniejsze rzeczy. Następnym krokiem było połączenie ze sobą muzyki i tekstów. Muzykę tworzyłem jednocześnie z tekstami, ale ważne było dobrać muzykę, która najbardziej współgra z tekstem klimatycznie i emocjonalnie. Koncept albumu został mi podsunięty przez Piotrka, a polegał on na tym, by po prostu zabrać wszystkie utwory od 2012 do 2016.  Wcześniej myślałem, żeby ułożyć wokół nich jakąś historię, która tworzyłaby tło koncept albumu, ale Piotr uświadomił mi, że byłby to przerost formy nad treścią. Głównym celem nagrania tej płyty było zamkniecie pewnego etapu mojego życia, bez zbytniego rozczulania się nad poszczególnymi jego momentami, bez pozwalania mojemu perfekcjonizmowi, by przejął kontrolę i zamknął te utwory w niebycie.

— Czy Twoi fani już mogą czekać na kolejna płytę?

— Od czasu kiedy wróciłem z Anglii znów zacząłem pisać nowe rzeczy. Powolutku już myślę o montowaniu nowej płyty, ale uzbrojenie się w cierpliwość jest bardzo mile widziane. Jak tylko napisze licencjat z teologii, to zabiorę się do czytania swoich świeżych zapisków.

— Czyli nauka przeszkadza twórczości?

— Nie, poszerza horyzonty (śmieje się). Jest taka anegdotka: jak szedłem na studia na EWST, podczas rozmowy kwalifikacyjnej jeden z członków komisji zadał mi pytanie, dlaczego chcę studiować teologię, ja odpowiedziałem: „Ponieważ chce być raperem chrześcijańskim i potrzebuję naczytać się waszych książek, żeby mieć o czym pisać teksty” (śmieje się). I rzeczywiście po czterech latach widzę, że cel ten jest realizowany. Choć wtedy na potrzebę chwili wystrzeliłem pierwszą sensowną odpowiedz, jaka mi się nasunęła, dziś widzę, że słowa te się „wcieliły“, czego dowodem jest ta płyta.

— Co jest inspiracją do napisania nowych utworów dla nowego albumu?

— W nowych kawałkach bardzo dużo jest dziękczynienia Bogu, że odnalazł mnie, kiedy byłem w sytuacji, jak mi się wydawało bez wyjścia i jedna po drugiej pomagał mi się z nich wygrzebywać. Mówi się, że sztuka musi powstawać pod wpływem smutków bądź frustracji, a okazuje się, że wcale tak nie jest — całkiem dobre utwory mogą powstać, kiedy człowiek jest radosny (uśmiecha się). Teraz staram się dostrzegać jak najwięcej pozytywnych rzeczy w swej codzienności i nimi się inspirować. Historia związana z moim powrotem do Polski sama w sobie już jest świetnym materiałem na płytę. Te 7 lat w Anglii nazywam czasem buntu i mroku, bo zrezygnowałem z tego, co Pan Bóg dla mnie miał, a wybrałem swoja drogę. Właśnie powrót do Ojczyzny był takim ewidentnym staraniem Boga, by wyrwać mnie z tamtego środowiska, przeprowadzić mnie tutaj, postawić na mej drodze ludzi, którzy pomogą mi się podnieść i umożliwić mi realizowanie w pełni moich talentów. Faktycznie, ten Jego plan zadziałał. Od momentu, kiedy przyjąłem za pewnik to, że On chce być zaangażowany w moje życie, ale nie chce zmieniać mnie na siłę, dużo światła i dużo radości przyszło do mojego życia i dlatego większość kawałków, które już powstała, jest jej wyrazem. Ile z nich znajdzie się na nowej płycie, tego nie wiem. Chrześcijaństwo, czy raczej naśladowanie Chrystusa to życie w radości, którą daje Bóg – owszem – ale to także odrzucenie, ból i śmierć. Tematów jest nieskończenie wiele, będę próbować jakoś je zrównoważyć, to na pewno.

— Jak widzisz swoją przyszłość?

— Jak najlepiej! (śmieje się) Myślę, że kilka płyt jeszcze powstanie, mam naprawdę dużo pomysłów: na pewno chciałbym nagrać płytę z IGŁA Składem, z Adamem Lisem, z moja kuzynka Kasią, która też się pojawia na mojej pierwszej płycie… Mam także w planach solowe projekty. Jak zrealizuję te cztery pomysły, to usiądę i pomyślę o dalszej przyszłości.

Nikos już ma za sobą pierwsze solowe koncerty: występował we Wrocławiu pod dachem chrześcijańskiego klubu wspierającego ewangelizacje młodzieży „The Gate”,  pojawiał się też na Scenie Spontanicznej Slot Art Festivalu oraz ze Szkołą Rytmu, gdzie udzielał się freestylowo.  Jak mówi sam Nikos, fantastycznie jest robić to, co się kocha, ale przyznaje też, że jest tylko narzędziem, bo żyje, by oddawać chwałę Temu, który dał mu talent.

Kupić płytę „Wypadkowa Paradoksów Bezczasu” można bezpośrednio u Nikosa poprzez profil na Facebook: Nikos Obrazoburca, oraz na kanale YouTube. Można również skontaktować się z artystą przez e-maila: nikosobrazoburca@gmail.com.

Foto 1 – Debiutancka płyta „Wypadkowa Paradoksów Bezczasu”

Foto 2 (Fot. Mateusz Bilski)  – raper Nikos Obrazoburca: „Fantastycznie jest robić to, co się kocha”

Foto 3 (Fot. Mateusz Bilski) – raper Nikos Obrazoburca

Foto 4 (Fot. Mateusz Bilski)- raper Nikos Obrazoburca

 

Przeczytaj

EWST – szkoła dialogu

EWST to międzywyznaniowa szkoła wyższa, ale także ośrodek dialogu religijnego i międzykulturowego. Jak taki dialog wygląda w praktyce, na przykład podczas zajęć, na które zapisują się ludzie z różniących się mocno między sobą denominacji. Czy aby zostać studentem EWST trzeba być protestantem? Co wyróżnia EWST na tle innych uczelni wyznaniowych? – na te pytania odpowiada […]

Absolwenci EWST – kompetentni, wszechstronni, kreatywni

Co robią po studiach absolwenci EWST? Czy nauka pomogła im w rozwoju zawodowym, społecznym i osobistym? – na pytania o losy absolwentów odpowiada rektor EWST, prof. Wojciech Szczerba.

Christus Victor

Biblia zawiera szeroki, bogaty wachlarz słów, obrazów i metafor, aby przedstawić i wyjaśnić nam dzieło Chrystusa. Tymczasem, teologia zachodnia często skupia się głównie nad jednym tylko modelem, który podkreśla zastępczą śmierć Chrystusa na krzyżu. Owszem, to jest istotne, nieodzowne przesłanie biblijnej relacji o Chrystusie. Problem powstaje, gdy zredukujemy nasze zrozumienie tego, co Chrystus uczynił dla nas do jednego tylko pojęcia czy aspektu jego życia i służby.

czytaj więcej >>