02/06/2014

Protestanci na kanonizacji

Po co protestanci mieliby jechać na czysto katolicką uroczystość? Co się zmieniło w sercach czwórki ludzi z ewangelicznych kościołów po podroży do Rzymu? O tym i o innych przeżyciach czytajcie w tym artykule.

Cześć Marek!

Giovanni? Che Giovanni? Nie ma żadnych Giovanni, tylko Janek, Jacek i Marek! I to prawda, Włochy podczas kanonizacji papieży stały się drugą Polską. Można było śmiało rozmawiać po polsku, nie przejmując się tym, że nie będziemy zrozumiani.

Czworo protestantów wyjechało do Rzymu. Po co? Wspierać ekumenizm, prowadzić dialog międzywyznaniowy, nawracać katolików do wyznania protestanckiego? Hm, może i tak, ale prawda była taka, ze chcieliśmy oderwać się od rzeczywistości, w tłumie pobyć sami ze sobą, podzielić się swoimi doświadczeniami wiary, sprawdzić w praktyce filozofię teologii, no i – oczywiście – zobaczyć Rzym!

Niesamowite! Taki majestat! – było moje pierwsze wrażenie, kiedy się pojawiliśmy na jednej z najbardziej ruchliwych ulic stolicy Włoch. Rzym spotkał nas w pełni swego majestatu, ukrytego w pięknie starożytnych ruin miasta. Ale wszystko po kolei.

The very same München

Nasza podróż rozpoczęła się o piątej rano. Na sennych ulicach Wrocławia cisza i spokój. I tylko obszar w pobliżu pomnika Papieża Jana XXIII był pełny życia. Ponad 60 młodych ludzi z Wrocławskich duszpasterstw akademickich i czworo protestantów wraz dziekanem EWST z niecierpliwością czekało na podróż. Wywiady dla dziennikarzy, modlitwa przed wyjazdem i … ruszyliśmy.

Naszą grupę prowadził o. Paweł. Szczerze mówiąc, nie miałam pojęcia, że ksiądz może być tak energiczny i wesoły. Dużo rozmawialiśmy na tematy teologiczne. Subtelne poczucie humoru o. Pawła nie dawało nam czuć zmęczenia w drodze. Spędziliśmy wiele godzin na dyskusjach teologicznych, modlitwie i wspólnych śpiewach.

Pierwszy przystanek – Monachium. Pierwsze wrażenie – jak tutaj wiele drogich samochodów! Jak przystało na niemieckie miasto, powitało nas z powściągliwą godnością.

W lokalnym kościele wzięliśmy udział w mszy, pod czas której nasza polska grupa zaśpiewała a cappella. Jedna z niemieckich parafianek została bardzo tym poruszona i w prostocie swego serca przekazała o. Pawłowi 100 euro (z których później skorzystaliśmy)

A później: spacer po mieście, sesja zdjęciowa, kawiarnia… Bayern trafił w gust wszystkich, nawet tych, którzy zamiast tradycyjnego piwa smakował z zimnej herbaty miętową.

Do Włoch jechaliśmy przez całą noc. Wcześnie rano otworzyłam oczy, popatrzyłam w okno autobusu i wstrzymałam oddech, tylko byłam w stanie cicho powiedzieć: „Alpy”…

Wieczne Miasto

Poczułam ciepłe i wilgotne powietrze, zapach morza, a wzrok padł na poruszane przez wiatr liście palmowe. Nasza grupa przybyła do włoskiego portu w Ostii, gdzie rozbiliśmy obóz namiotowy.

Wspaniałe zakończenie dnia po długiej drodze – ulga dla stóp chłodzonych na brzegu Morza Tyreńskiego. Śniadanie na brzegu nad morzem i pływanie w zimnej wodzie dało mi zastrzyk energii na cały dzień, ponieważ mieliśmy spędzić go w wiecznym mieście – Rzymie…

Wystarczy pomyśleć, przecież ani mnie, ani nawet moich dziadków nie było na świecie, a Rzym istniał już w swej wielkości. Cały dzień spędziliśmy razem naszą grupą protestancką. Udało nam się zobaczyć w Rzymie wszystkie główne atrakcje, poczuć rytm miasta, nastrój jego mieszkańców, ich beztroski charakter i delikatną powolność, które pozwalają cieszyć się każdą minutą życia. I wydawało się, że tego spokoju nie mogą zakłócić nawet tłumy turystów. W mieście było czuć niesamowitą harmonię.

Często widziałam Koloseum na zdjęciach najlepszych fotografów świata, i nie mogłam sobie nawet wyobrazić, że ta część Rzymu, tak głęboko przemówi do mojego serca.

Widzę Koloseum, płaczę z radości, gdy przed oczami pojawiła się ta potężna konstrukcja. O czym wtedy pomyślałam? O tym, że chciałabym, żeby bliski memu sercu ludzie byli przy mnie w tej chwili.

Dziecięca radość i entuzjazm nie opuszczały mnie. Piliśmy mocną włoską kawę na tarasie i obserwowaliśmy życie miasta, podczas gdy na ulicach robiło się ciemno na ulicach i zapalały się latarnie.

Jak nie zgubiliśmy się w Watykanie

Dzień przed kanonizacją.

Pragnący zobaczyć kanonizację papieży od „wewnątrz” już na dobę przed uroczystością musieli zająć „luksusowe” miejsca na wygodnym asfalcie katolickiej stolicy. Pod parasolkami, chowając się przed niestrudzonym słońcem, z butelkami z wodą, grupy katolików z całego świata siedziały obok siebie na karimatach w oczekiwaniu na rozpoczęcie uroczystości.

W tym zatłoczonym niezliczonym tłumie, jednak trudno było nie zauważyć grupy afrykańskich katolików. Na ich kolorowych szatach z daleka można było rozpoznać portrety papieży.

Tymczasem, kolejka do samego sercu Watykanu, do Katedry św. Piotra, rozciągnęła się po całym obwodzie miasta świętego. Być może ludzie czekali na swoją kolej, nawet nie do wieczora, tylko do rana.

Protestanci na kanonizacji

I następnego dnia odbyła właśnie ta katolicka uroczystość.

Zanim się zaczęło, Rzym należał do nas. Place były puste, w najczęściej odwiedzanych miejscach turystycznych nie było żywej duszy. Udało nam się zrobić kilka zdjęć. No i pośpieszyliśmy do jednego z placów w Rzymie, na którym został ustawiony ekran z transmisją ceremonii.

Wygodnie usiedliśmy się na karimatach między innymi ludźmi w tłumie. Wszędzie powiewały flagi polskie, które tylko sporadycznie były przeplatane flagami innych państw.

Szczerze mówiąc, myślałam, że kanonizacja będzie trwać aż do wieczora. Jednak trzy godziny minęło bardzo szybko.

Co ja – rosyjskojęzyczna ewangelikalna chrześcijanka – czułam podczas czysto katolickiej uroczystości? Nie mogę opisać moich uczuć, mogę tylko opisać to, co widziałam. Zauważyłam jedność Polaków, usłyszałam żarliwe modlitwy wiernych, spotkałam się z kulturą katolicką, nie znaną mi do tej pory, no i cały czas w myślach rozmawiałam z Bogiem.

Po kanonizacji nasza protestancka czwórka kontynuowała spacer po Rzymie, kosztowała słynnej włoskiej pizzy i słynnych włoskich lodów.

To czego doświadczyłam w tej podróży, miało na mnie wyłącznie pozytywny wpływ. Widziałam młodych wierzących ludzi, którzy nie unikają uczestnictwa w nabożeństwie, którzy są chętni by do północy śpiewać dla Boga. „To jest tak po protestancku”- pomyślałam, kiedy wraz z katolikami śpiewałam kolejny chrześcijański hymn. To było niesamowite uczucie wiedzieć, że ludzie z różnych wyznań, mogą razem chwalić jednego Stwórcę.

Po tej podróży zostały mi miłe włoskie wspomnienia. Jedność ludzi w tłumie na placach Rzymu i Watykanu, polskie flagi, modlitwy podczas mszy… majestatyczne Koloseum, gorzki smak aromatycznej kawy i pikantna pizza. I pokój w sercu, bo cały czas podczas naszej podróży, rozmawialiśmy o fundamentach teologicznych i żywej wierze, która łączy serca.

Alia Iakovuk

Przeczytaj

Pochwała uczniostwa

Rozpoczyna się kolejny rok akademicki. Dla mnie to drugi rok teologii na wrocławskiej EWST. Studia licencjackie po skończonych dawno temu dwóch magisterkach, studiach podyplomowych i wielu kursach dokształcających. Nie „robię” ich bynajmniej dla wpisu do CV. Cóż, chyba uprawiam promowaną dzisiaj mobilność edukacyjną przez całe życie także w okresie przedemerytalnym czyli 50 plus. A może […]

EWST – szkoła dialogu

EWST to międzywyznaniowa szkoła wyższa, ale także ośrodek dialogu religijnego i międzykulturowego. Jak taki dialog wygląda w praktyce, na przykład podczas zajęć, na które zapisują się ludzie z różniących się mocno między sobą denominacji. Czy aby zostać studentem EWST trzeba być protestantem? Co wyróżnia EWST na tle innych uczelni wyznaniowych? – na te pytania odpowiada […]

Absolwenci EWST – kompetentni, wszechstronni, kreatywni

Co robią po studiach absolwenci EWST? Czy nauka pomogła im w rozwoju zawodowym, społecznym i osobistym? – na pytania o losy absolwentów odpowiada rektor EWST, prof. Wojciech Szczerba.

czytaj więcej >>